Rozmowy przy pracy cz1.
Jako pierwszy (wg porzekadła -koszula bliższa ciału) zgłosił się na ochotnika Andrzej Maziarz - mistrz szlachetnych materiałów, złotnik w każdym calu.
Dla lepszej orientacji geograficznej - firma Andrzeja mieści się w Połczynie-Zdroju przy ulicy 5 Marca, skrzyżowanie z Grunwaldzką, znakomicie widoczna z połczyńskiego "deptaka" witryna sklepu jubilerskiego. Na tyłach sklepu, w pracowni złotniczej mistrz Andrzej niczym tajemniczy alchemik podgrzewa, topi, lutuje, wyciska, kąpie w kwasach, tłoczy, kształtuje, graweruje, poleruje... aby na końcu ucieszyć nas idealną krągłością i błyskiem obrączki, czy pierścionka. Akurat, gdy trafiłem na zaplecze, Andrzej przygotowywał nowy wyrób, zastałem go przy wytapianiu złota w specjalnym, ceramicznym tyglu. Płomień palnika chuczał jak silnik odrzutowy, ciepło i światło bijące od rozrzażonego metalu robiło niezwykłe wrażenie. Po chwili na dnie tygla utworzyło się jeziorko roztopionego złota.
Podczas naszej rozmowy w rękach Andrzeja pojawiały się coraz to inne narzędzia, którymi obrabiał niepozorny kawałek metalu, wytopiony wcześniej w tyglu. Rozpoznałem różnej wielkości pilniczki, jakoweś szczypczyki, ściski, pensety, kolekcję młoteczków (niektóre tak małe, że chyba do podkuwania motyli).
Niżej film z operacji wytapiania.
Jesienna wyprawa.
Kiedy? - Na początku października 2010 Andrzej postanowił przejechać trasę GIGA celem inspekcji i oczywiście treningowo. Przy tej okazji powstało kilka zdjęć cudownej urody jesieni w pełni, w okolicach Pięciu Jezior, Luboradzy (piaszczysty podjazd pod sporą górkę, na której wielu zdjęło nogi z pedałów).
Niewątpliwym atutem jesiennych wypraw jest brak owadów, które na postojach podczas zawodów próbowały dostać się do bidonów. Wracając do trasy - po ww. podjeździe następnym etapem jest Piaskowa Góra (164m), wyjazd w Przybkowie przy tuczarni, dalej pod Barwice, Łęknicę i powrotka do Luboradzy, trochę z górki do krzyżówki przy której był punkt z wodą dla zawodników (dodam z miłą obsługą). Pętla ma ok 10 km i z uwagi na różnice wysokościowe dosyć wymagająca.
Po tym odcinku przyszła pora na troche asfaltu - ok 1 km i ponownie w las. Słońce pięknie prześwietlało, przerzedzone już korony drzew, a pozostały "liściostan" podbarwiał powietrze o zółtości i czerwienie. Można by rzec - przyroda zachwyciła Andrzeja w drodze; "nasze tereny są o każdej porze śliczne, aż chce się jeździć". Trafiały się także spotkania z lokalną fauną - sarna między drzewami i kilka zajęcy śmigających po poboczu ścieżek. Zdarzyło przy innej okazji treningowej, że nasz rozmówca jechał na odcinku z góry, wchodził w zakręt przy skarpie, kiedy natknął się na stado młodych dziczków, jeszcze w pasiakach - pisk okrutny przestraszonych zwierzaków, nieopodal, wyżej poważne starszaki odwróciły głowy z chrapnięciem, nie było wyjścia - po mistrzowskim ominięciu warchlaków, noga mocniej na pedały i sprint. Po czasie przyszła refleksja; gdyby tak trafić w jednego to leżałby jak długi i nie wiadomo czy byłby w stanie dobiec do najbliższego drzewa. Jak na tacy dzikom do konsumpcji.
Na pytanie o przygotowanie roweru do warunków jesiennych: Właściwie bez zmian, opony normalne, terenowe, oleje, smary zimowe z gęstszą konsystencją, zaczynam zakładać błotniki z zapięciem szybkomocującym, krótkie półbłotniki.
A jakie trasy polecisz dla amatorów weekendowych: Piękne widoki zapewni jazda ścieżką rowerową od Połczyna, ale zjeżdżając z niej w Dobinie w prawo (w odróżnieniu od skrętu w lewo, gdzie traficie do wioski), kawałek polnej, a potem wjeżdżasz w las i tam do wyboru do Starego Reska, do Bronowa (bliżej), normalna leśna, szutrowa droga na spokojna jazdę i w cieniu. W Bronowie można wyjechać na szosę do Połczyna (Rzęsna, Zajączkówko) albo wjechać ponownie do lasu i dojechać do ścieżki/przez ścieżkę do parku. Na ciekawą wyprawę polecam przejazd przez park, koło stawów, przy zalewie do Borkowa, skręt w kierunku Międzyborza (uwaga kocie łby ok 200m). Tutaj mamy do wyboru - za mostkiem z barierkami skręcamy w lewo, wjazd w tzw. czarną drogę nazwaną tak z uwagi na ciemne podłoże lub kawałek dalej też w lewo, a po przejechaniu ok 400m za następnym mostkiem drewnianym skręt w lewo przy dębie (jest oznaczenie trasy), Nie przestraszcie się odcinka zalanego przez żródełko, jeden skok i jeden mokry but. Dojeżdżacie do karmnika dla zwierząt, za nim w lewo, a dalej wg. gustu na najbliższym skrzyżowaniu leśnych dróżek. Każda gdzieś doprowadzi.
c.d.n.
5.01.2011 Piotr



























