Majówka w parku!
1 maja czyli w sobotę nie sposób było ominać w czasie wiosennego rowerowania okolic amfiteatru. Zapach pocornu i skoczne dźwięki nęciły spacerowiczów.
Nie ukrywam, że mnie też zanęciły. Poniżej krótki program majówki organizowanej przez panią Burmistrz Połczyna-Zdroju i Centrum Kultury.
1 maja 2010 r.
15.30. - Koncert pt. "Artstyczny powiew wiosny" w wykonaniu zespolów z Centrum Kultury - amfiteatr
19.00 - Koncert piosenek zeglarskich - zespól wokalno-instrumentalny z Walcza - amfiteatr
2 maja 2010 r.
12.00 - "Sztafeta bialo-czerwonej" z okazji Dnia Flagi RP - wciagniecie flagi narodowej na maszt - Plac Wolnosci
3 maja 2010 r.
11.00 -Uroczysta Msza Sw. za Ojczyzne - Kosciól NMP
Jako że pocorn jest bardziej "filmowy", skusiłem się na pajdę ze smalcem. Pychotka. Świeże powietrze, troche wysiłku, miła atmosfera i na jednej kromce sie nie kończy... 
Stoisko sprawnie wytwarzało smakowitości.Co ciekawe - było to jedyne miejsce w mieście, gdzie można było dostać jeszcze chleb.
O 19:00 na scene wybiegły majtki.... Nie, nie, raczej wybiegli majtkowie, a za nimi bosman. I zaczęło się.
Majtkowe (i bosmanowy) Głosy pięknie harmonizowały, szczególnie w momentach gdy milkły instrumenty. Świetny kontakt z publicznością - to nie tylko granie i spiewanie - dowcipne zapowiedzi i niby prześmiechy grzały zgromadzonych (temperatura raczej wczesno wiosenna).
Tu kilka szczegółow technicznych: Skład zespołu MAJTKI BOSMANA
Dariusz Izban, Jerzy Pawluk, Krzysztof Marszewski i Marek Majczyna oraz tytułowy bosman Jan Sindrewicz, a także zajmujacy sie grafiką komputerową Sławomir Ptak.
Warto dodać, że zespół działa dopiero od lutego 2009. Oto, co majtki mówią o sobie: „Grupa MAJTKI BOSMANA powstała podczas pewnej upiornej zimowej nocy, kiedy wiatr targał żaglami, a dusze potępionych żeglarzy wyły gdzieś pomiędzy niezamarzniętymi falami pobliskich jezior Pojezierza Wałeckiego. Wtedy to grupka sześciu jurnych, zdrowych i dorodnych samców postanowiła przeciwstawić się nie tylko złej aurze i potępionym duszom, ale i ogólnemu swojemu zgnuśnieniu, oraz niezbyt ciekawemu, nawet depresyjnemu, nastrojowi, który narastał w nich przez całą zimę. Wiedząc, że gdzie śpiew, tam dobrzy ludzie są - poczęli śpiewać. Zrazu nieśmiało, potem z coraz większym zapałem. A gdy już rozochocili się na całego, chwycili za instrumenty. I nagle okazało się, że wspólny śpiew i granie nie tylko im ulgę i radość przynosi (oraz leczy z depresyjnych nastrojów), ale i ludziom dookoła bardzo przypada do gustu. A że cała szóstka zwłaszcza śpiewami morskimi zachwycona była, powstał i pomysł powołania do życia prawdziwej szantowej grupy. Okazało się przy okazji, że jeden z mężczyzn wyróżniał się nie tylko posturą, ale i poczuciem humoru oraz wielkim pokładami morskich opowieści do snucia. On więc obwołany został bosmanem, a pozostali panowie, jak na dobrym okręcie przystało, w role majtków się wcielili." :).
Mała próbka z koncertu.
Co tu dodać - zabawa była przednia.
05.05.2010 Piotr
























